zamknij
Recenzja: “Steve Jobs”. Film, który nie jest hołdem dla iGeniusza
Listopad 15, 2015applefilmiMacMacintoshsteve jobs673Views

Recenzja: “Steve Jobs”. Film, który nie jest hołdem dla iGeniusza

Paweł NiewęgłowskiPaweł Niewęgłowski

0Udostępnień

Nie wytrzymałem. Musiałem w dniu premiery pójść do kina na nową ekranizację “Steve Jobs”. Jeśli kochasz Apple, a Steve Jobs’a uważasz za wzór do naśladowania to zdecydowanie nie powinieneś czytać tej recenzji ani oglądać tego filmu. Gwarantuję, że nie jesteś przygotowany na to co zobaczysz na ekranie.

Na ten film czekała cała branża technologiczna i wszyscy wyznawcy Apple na całym świecie. Nowy “Steve Jobs” miał być o niebo lepszym dziełem niż wcześniejsza ekranizacja “Jobs”, w której główną rolę zagrał Ashton Kutcher. Początkowo film miała realizować wytwórnia SONY co wzbudzało ogromną ekscytację i dawało nadzieję, że to będzie ten właściwy, ten odpowiedni film o założycielu Apple. Po kilku miesiącach SONY postanowiło sprzedać prawa do ekranizacji wytwórni Universal, co nie zostało dobrze przejęte.

Fatum

Po objęciu sterów przez Universal zaczęło mówić się, że nad filmem ciąży fatum. Ogromnym problemem była obsada postaci Jobs’a. Do roli rozważano Leonardo DiCaprio czy Christian Bale. Niestety pomimo potencjalnego zainteresowania aktorzy po pewnym czasie odmawiali. Czy wiedzieli, że film będzie finansową porażką czy nie chcieli nieść do końca życia tytułu “to ten co zagrał Jobs’a” w przypadku ogromnego sukcesu filmu? Gdy okazało się, że ostatecznie rolę Steve objął Michael Fassbender wszyscy odetchnęli z ulgą. Stało się oczywiste, że jest to aktor, który z pewnością da radę. Jedyną wątpliwością pozostał fakt, iż Fassbender zupełnie nie jest do Jobs’a podobny.

O czym jest ten film?

Jeśli spodziewasz się historii o bohaterze to niestety się zawiedziesz. Film jest emocjonalnym portretem człowieka, który nie liczy się z nikim, jest narcystyczny, oderwany od świata i od ludzkich uczuć. Nie jestem tym Job’sem, którego kochają i idealizują tłumy.

Film przedstawia trzy, trochę wyrwane z kontekstu, fragmenty z życia Jobs’a. Są nimi premiery kolejnych produktów Macintosh’a, komputera NeXT oraz iMac’a. Fassbender pomimo charakteryzacji w żadnym momencie nie jest do Steve fizycznie podobny, co po poprzedniej produkcji, w której Ashton Kutcher stał się niemal sobowtórem Jobs’a, może razić po oczach. Film obrazuje relacje głównego bohatera z Chrisann Brennan, matką swojej córki Lisy, ukazuje stosunki ze Steve’em Wozniakiem, Joanną Hoffman oraz John’em Sculley’em.

Co razi?

Najbardziej rażącą kwestią podczas oglądania filmu “Steve Jobs” jest jego niemal kompletne oderwanie od faktów. Po pierwsze Joanna Hoffman towarzyszyła iGeniuszowi tylko przy pracy nad Macintosh’em natomiast w filmie jest blisko Jobs’a przy wszystkich premierach. Nie wiem co reżyser miał na myśli czyniąc taki zabieg, ale odbiera od działu autentyczność.

Po drugie spotkania z John’em Sculley’em przy premierze NeXT i iMac’a, które po tym jak Jobs został wyrzucony z Apple z pewnością nie miały miejsca. Sculley stał się najgorszym wrogiem, często poniżanym w wywiadach przez Steve, zresztą on chyba nigdy mu nie wybaczył. Niewątpliwie ich rozmowy przybliżają widzowi zdarzenia z tam tego okresu ale pozostaje pytanie czy film za takie samowole reżysera nie płaci za to zbyt wysokiej ceny.

Jobs vs ludzie

Po obejrzeniu scen, w których Steve nie przyznaje się do ojcostwa co zostało już udowodnione przez test DNA i choć nie wprost oświadcza swojej córce, że nie jest jego dzieckiem – budzą w widzach negatywne emocje i na usta cisną się najgorsze słowa.  Filmowy Jobs jest skoncetrowany tylko na sobie, ma w nosie innych i ich potrzeby. Nie ma skrupułów i nie szczędzi nikomu swojego komentarza. Jest bardzo bezpośredni co wzmaga poczucie, iż ma się za pępek świata i że wszystko musi być podporządkowane pod niego.

Pytanie i odpowiedź

Film stawia jedno kluczowe pytanie i próbuje udzielić na nie odpowiedzi. Pytanie brzmi: “Czym właściwie zajmuje się Jobs, że wszyscy uważają go za geniusza?”. Niejednoznacznie wyjaśnia to scena z Wozniak’iem, który pyta o to Jobs’a i stwierdza, że nie jest on ani projektantem, ani inżynierem i że tak naprawdę na niczym się nie zna. Steve Jobs odpowiada, że jest dyrygentem orkiestry i dzięki niemu kompozycja wychodzi idealna.

Podsumowanie

Czy na ten film warto pójść do kina? Warto. Niezależnie czy znasz prawdziwą historię Steve czy nie masz zielonego pojęcia kim był. To świetny dramat psychologiczny. Doskonale zagrany przez świetną obsadę aktorów, którzy pokazują swój pełen kunszt i warsztat. Ekranizacja nie jest hołdem dla Jobs’a i zapewniam Cię, że po jej obejrzeniu trudno będzie się z nim identyfikować.

Źródło grafik: [FILWEB]

Paweł Niewęgłowski

Paweł Niewęgłowski

Paweł Niewęgłowski to współwlaściciel firmy programistycznej DevUp. Współtwórca Zulu Glasses - okularów do wirtualnej rzeczywistości. Lider elitarnego klubu komputerowego Regionalnej Lubelskiej Grupy Microsoft. Organizator główny konferencji Microsoft Expert Summit 2014, Microsoft Innovation Summit 2013, EXPERT SUMMIT 2015 - All about Microsoft technologies. Prelegent Microsoft na eventy IT Academic Day. Organizator Lubelskich Dni Informatyki 2012 i 2013. Zaangażowany w miedzynarodową scenę hackathonów i założyciel 4 cyklikcznych hackathonów na terenie Polski takich jak: LUBOCDE, WAWCODE, DevPizza, Teslathon. Prowadzi wykłady i szkolenia z marketingu dla branży nowych technologii i startup'ów. Aktywista platformy mobilnej Windows Phone.
tttttttttttttttttttttttttttt

Google rozpoczyna podbój Lublina

office-594119_1920

Wszędzie sprawdza się coworking… oprócz Lublina

Przeczytaj poprzedni wpis:
tttttttttttttttttttttttttttt
Google rozpoczyna podbój Lublina

W Lublinie społeczności IT mają się świetnie, o ile potrafisz je dostrzeć. Nie są to grupy przypadkowych ludzi a zrzeszenia...

Zamknij